sobota, 19 września 2009

Jak pokonać "ninje"?

W jednym z wcześniejszych wpisów zwróciłem uwagę na fakt, że w terytorialnym rankingu Alexy znajduje się zaledwie kilka polskich domen, które określa się mianem "mocnych generyków" (rzeczowniki), a niemal cała reszta to ich pochodne, lub nazwy własne.

Nie dzieje się to bez przyczyny. Nie ukrywajmy - domainerzy zamiast zająć się od początku budowaniem serwisów na swoich mocnych domenach, a między czasie trzymać rękę na pulsie w tym biznesie, spoczęli na laurach będąc w przekonaniu, że wcześniej czy później zarobią na swoich domenach, a na serwisy zwyczajnie nie mają czasu. Są przecież zajęci przeglądaniem listy wygasających domen... I wycenami! No i wyceniają swoje generyki na dziesiątki tysięcy, czasem setki, podczas gdy konkurencyjny serwis na beznadziejnej domenie generuje z dnia na dzień coraz większy ruch. Dlaczego? Bo żyje!

Z biegiem czasu okazuje się bowiem, że mocne domeny generyczne zostały sprowadzone do postaci marginalnej z uwagi na praktycznie niemożliwe pokonanie konkurencji, która już od lat działa w sieci pod swoimi "dziwnymi" adresami internetowymi.

Weźmy przykładowo segment humorystyczny. Lider? Niejaki Joemonster i jego armia bojowników, która w głos śmieje się z takiej domeny jak humor.pl. Bo cóż ona znaczy dziś w sieci w tej branży? Oczywiście ma swoją wartość, ale gdyby jej właściciel zdecydował się na serwis wiele lat temu, dziś wartość tej domeny byłaby wielokrotnie wyższa.

A branża erotyczna? Rządzi tu bezapelacyjnie jakiś zbiornik i to w rozszerzeniu globalnym. Podrywacze także całkiem nieźle rwą laski, a gdzie jest dziś jakieś porno.pl, czy erotyka.pl, które ciułają parę centów na parkingu?

Domeniarze nieświadomie dali dawno temu zielone światło tym, którzy nie boją się budować serwisów na mało na pierwszy rzut oka ciekawych nazwach. Tymczasem stopniowo rzesze internautów zaczynają przyzwyczajać się do tych dziwnych adresów i zostają ich lojalnymi użytkownikami. Skutek może być nieciekawy dla branży domen. Tym bardziej, że z roku na rok inwestorzy domenowi windują ceny w górę, siejąc propagandę i udając, że wszystko jest w porządku. Niestety - nie jest. Bo Podrywacze nadal będą rwać panienki, a Joemonster nie przestanie pękać ze śmiechu.

sobota, 18 lipca 2009

Alleprezenty....Aleprezenty...Ale wstyd!

Wierzyć się nie chce, że w dobie stosowania coraz to innych metod pozyskiwania klientów wśród dwóch konkurujących ze sobą serwisów, jeden drugiemu może wyświadczyć taką przysługę.

Wiadomo, że Allegro to jeden z większych monopolistów w Polsce i pod jego banderą dryfuje w czeluściach internetu kilka serwisów. Wolno im. Jednak ich ostatni projekt nasunąć może wniosek, że nie bardzo wiedzą jak wziąć się za domeny - od jakiejkolwiek strony.

Owszem, wiadomo, że przedrostek "Alle" to już ugruntowana na rynku marka i tworząc serwisy można sobie pozwolić na ten krok, że to "alle" znajdzie się w nazwie. W zasadzie nie byłoby tego wpisu, gdyby nie to, że Allegro chyba troszkę przysnęło tworząc "Alleprezenty.pl" . Oto bowiem od 2006 roku zarejestrowana jest domena "Aleprezenty.pl" pod którą już działa sklep z prezentami.

Wielce prawdopodobne jest, że Allegro próbowało kontaktować się z właścicielami "aleprezenty", ale z wiadomych powodów nie doszli do porozumienia. W takim przypadku dobrym ruchem Allegro mogło być utworzenie serwisu na domenie "Alleprezent.pl", aby ograniczyć konkurencji ruch jaki z pewnością będzie teraz na "Aleprezenty.pl". Tym sposobem z niezrozumiałych dla mnie powodów "Alle" robi reklamę" Ale". Dlaczego? Literówki to raz, a dwa to chociażby wielce prawdopodobna reklama w radio, dzięki której większość słuchaczy wejdzie na "Aleprezenty.pl". Dlatego tak jak napisałem - sprawę mogło rozwiązać "Alleprezent.pl". Ale teraz już za późno... Dlaczego "Alle" chciałoby mieć "Ale" ? Przykładem niech będzie "Allewakacje.pl - alewakacje.pl".

Oczywiście wszelki spór w sądzie o nieuczciwej konkurencji skończy się 100% porażką "Alle". Sądzę jednak, że są tego świadomi, dlatego nawet nie będzie takich przymiarek.

czwartek, 16 lipca 2009

Pułapki przy sprawdzaniu algorytmu Alexa

Bardzo popularna wśród rzeszy osób zajmującymi się domenami Alexa, potrafi czasami nieźle namieszać... Warto nadmienić, że dla "domeniarza" ranking Alexa może tak ważny, jak np. Page Rank dla pozycjonera.

Czym tak naprawdę jest Alexa? Jest to narzędzie do orientacyjnego mierzenia ruchu na stronie/domenie. Im liczba jaką widzimy w Alexa jest niższa, tym większy powinien być na niej ruch. Przykładowo nr.1 na liście to Google.com , do niedawna było to bez przerwy niepokonane Yahoo. Najwyżej w rankingu Alexa z polskich stron jest Nasza Klasa, zajmuje ona w tej chwili 104 pozycję na świecie pod względem największego ruchu. Przy czym za ruch uważa się tutaj liczbę wyświetleń stron.

Alexa, tak samo jak masa innych narzędzi w internecie może istotnie wprowadzić w błąd. Domainerzy mają w zwyczaju określanie wartości domeny po ruchu jaki generuje, a za taki wyznacznik wielu uzna ranking Alexa. Oczywiście bardziej doświadczony domainer potrafi z łatwością przeanalizować czy Alexa kłamie w danym przypadku i jeśli tak jest uniknie się rozczarowania.

Z łatwością można w sztuczny sposób podbijać ranking np. przez przekierowania kilku domen na jedną, albo przekierować dowolną swoją domenę na duży serwis, wówczas domena, którą przekierowaliśmy uzyskuje taką samą pozycję jak strona na którą ją kierowaliśmy. Po usunięciu przekierowania na naszej domenie widnieje nadal wysoki ranking Alexa pomimo, że domena nie generuje w ogóle ruchu. Oczywiście ten ranking stopniowo będzie malał, ale...zdecydowanie za wolno to trwa, bo nawet do kilku miesięcy, aż wyniki zaczną być wiarygodne. Ciekawe jest również to, że nie w każdym przypadku takie metody działają i tak naprawdę trudno wyczuć o co "Alexie" chodzi...

Sposób sztucznego nabijania Alexy stosuje wielu "domeniarzy" na różnych aukcjach internetowych i zazwyczaj przynosi to jakieś efekty, bo nabierają się na te praktyki mniej doświadczeni domainerzy i licytują domeny do wyższych kwot tylko z uwagi na to co pokazuje Alexa. Można uznać to za jedno z oszustw, ale bardzo trudnych do udowodnienia. Dlatego należy samemu sprawdzać czy Alexa "kłamie".

środa, 10 czerwca 2009

Mentalność inwestorów domenowych

Obserwując zachowanie moich kolegów po fachu widzę jak ukształtował się podział i widoczna jest hierarchia, w której prym wiodą "guru", ale mają oni swoich sprzymierzeńców - "klakierów".

Jest to podział logiczny, bo taki istnieje praktycznie w każdej branży, na wielu forach tematycznych gdzie młodsi stażem i doświadczeniem userzy próbują przypodobać się tym, którzy mają już ugruntowaną pozycję i są oni w stanie wypowiadać się wbrew swoim poglądom w oczekiwaniu na to, że ich klaka zostanie zauważona, co przełoży się być może kiedyś na jakiś zysk.

Obie te grupy łączy jedno - działają w niszy i tak naprawdę w e-biznesie pod kątem jego kształtowania nie mają wiele do powiedzenia, gdyż toczy się on swoim torem, często zupełnie odbiegającym od sposobu myślenia przeciętnego "domeniarza", co obie te grupy doprowadza do zażenowania, czasem bezradności, a czasem ...śmiechu.

"Domeniarze" zażenowanie czują wtedy, kiedy ich propaganda nie przynosi oczekiwanych efektów - czyli nie uda się namówić klienta na zakup "idealnej domeny", która to "błyskawicznie" ma przyczynić się do rozwoju sklepu czy firmy. Są zażenowni , że nikt nie chce kupić od nich domeny generycznej ze sprzętem fotograficznym za bagatelka 150 tys zł, tylko oferują im jakieś śmieszne 150 zł. Jeśli sytuacja się zaczyna powtarzać i każdy potencjalny klient postępuje podobnie niż poprzedni, z którym transakcja nie doszła do skutku, to" domeniarza" ogarnia bezradność i zwątpienie...i wcale nie jest mu do śmiechu.

Do śmiechu jest natomiast wtedy, jeśli w sieci pojawi się serwis na domenie, jakiej każdy "szanujący się " "domeniarz" nigdy by nie zarejestrował. Ujawnia się wtedy masa ekspertów, którzy raz po raz prześcigają się w kpinach pod adresem autorów strony, która według nich z góry skazana jest na porażkę, bo tej domeny "nikt nie zapamięta" i "w ogóle się z tym nie kojarzy". Tymczasem okazuje się, że autor strony to ekspert w dziedzinie SEO, który w kilka miesięcy zostawia w tyle w wyszukiwarce wszystkie domeny generyczne. A co robi "domeniarz", który wcześniej śmiał się do rozpuku z tej domeny? To proste - rejestruje jeszcze większe badziewie w postaci... literówki i o ironio - trzyma kciuki za to, żeby owy serwis generował jak największy ruch, dzięki czemu on zarobi parę centów na parkingu.

Nie ma to jak śmiać się z samego siebie. Co też właśnie uczyniłem...

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Dlaczego nie warto inwestować w domeny .eu

Domeny z rozszerzeniem .eu to twór, którego każdy rozsądny inwestor powinien unikać. W zasadzie trudno nawet nazywać inwestycją jakikolwiek zakup czy rejestrację domeny z tym rozszerzeniem.

Potwierdzają to na przykład aukcje na Sedo, czy też organizowanych spotkaniach dla domainerów, gdzie ceny jakie osiągają te domeny sugerują, że praktycznie są one inwestorom niepotrzebne, a także to, że ich przyszłość stoi na mocno chwiejnych nogach.

Dlaczego domeny .eu w przeciwieństwie do adresów internetowych z innymi rozszerzeniami nie znalazły uznania wśród inwestorów? Odpowiedź może być prosta - ponieważ nie znajdują uznania u klientów końcowych, dużych firm i powstających serwisów internetowych. Jednak najważniejszym czynnikiem decydującym o znikomej wartości domen .eu jest to, że nie generują one praktycznie żadnego ruchu, co w przypadku domen generycznych jest nie do przyjęcia.

Tymczasem obserwując polskie fora dyskusyjne, raz po raz daje się zauważyć wystawianie tych domen na sprzedaż. I o ile sama chęć sprzedaży nie powinna dziwić, to jednak uśmiech politowania budzą ceny za jakie domainerzy chcą sprzedać polskie frazy z końcówką .eu. Ceny te czasem wielokrotnie przewyższają kwoty za jakie sprzedane zostały podobne z anglojęzyczną frazą.

Oczekiwania domainerów w stosunku do domen .eu są w mojej opinii mocno przesadzone i nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Zapał z jakim jeszcze niedawno spora część domeniarów inwestowała w te domeny można porównać do efektu domina - czyli jak jeden coś zrobił, to robią to wszyscy. Inaczej rzecz ujmując - jest owczy pęd, który ewoluował głównie dzięki propagandzie kilku osób z firm umożliwiających rejestrację domen. Podobnie dzieje się w wielu innych przypadkach, np. domenach IDN (polskie znaki), czy wizytówek z końcówką .tel.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Domeny z imionami lub nazwiskami

Zdaję sobie sprawę, że moja opinia będzie się zasadniczo różnić od stanowiska znacznej rzeszy osób inwestujących w domeny, ale wydaje mi się, że większość z nich kieruje się wg zasady owczego pędu, sugerując się wypowiedziami bardziej doświadczonych domeniarzy.

Moje zdanie jest oparte na obserwacji i osobistych przemyśleniach w tym kierunku i nie boję się głośno go przekazać...

Wielokrotnie przecierałem oczy ze zdumienia widząc wyceny domen z imionami ( nie tylko nich ) na forum dyskusyjnym. Nie mogłem zrozumieć dlaczego jakaś Magda miałaby płacić za swoje imię 10 tys. złotych? I jestem przekonany, że owa Magda nigdy nie zapłaci nawet jeśli prowadzi salon kosmetyczny w centrum Krakowa. Bo po prostu jej się to nie opłaca. Tak samo nie opłaca jej się zakładać strony hobbystycznej traktującej o jaszczurkach. Jedyne co może Magda zrobić z tą domeną, to założyć sobie skrzynkę pocztową w formie nazwisko@magda.pl . Ale zaraz zaraz... A może jednak lepsze byłoby nazwisko@magdalena.pl ?

I tutaj właśnie dochodzimy do miejsca, gdzie wychodzi bezradność niektórych domen z imionami na skutek licznych odmian. No bo co ma powiedzieć taka Małgorzata?! Która z domen jest dla niej odpowiednia? Malgorzata, Malgoska, Malgosia, Goska, Gosia... ? A jeśli jeszcze jakiś domeniarz powie jej, że chce 10 tysięcy za jedną z nich, to dziewczyna ze złości pójdzie zarejestrować domenę z nazwiskiem. A jeśli będzie zajęta, to może odkupić za grosze, bo wśród domeniarzy powszechnie uważa się, że "to słaba inwestycja".

Moim zdaniem domeny z nazwiskami mają wielokrotnie większą wartość niż domeny z imionami, a wpływ na to ma wiele czynników.
Pierwsza i najważniejsza sprawa to wizerunek i marka. W samej tylko Polsce ( nie mówiąc o Zachodzie!) funkcjonuje setki firm z nazwiskami, z czego kilka z nich to prawdziwe giganty. Wspomnę choćby: Kulczyk,Roleski, Mazur itp. itd.
Druga ważna zaleta, to maksymalnie dwie odmiany nazwiska, a ma ono miejsce tylko w przypaku nazwisk kończących się na" ...ski", "....ska" oraz "...cki" , "...cka". Pozostałe nazwiska mogą z powodzeniem służyć jednocześnie kobietom jak i mężczyznom.
Trzeci czynnik odnosi się do tworzenia adresu e-mail. W przypadku nazwisk, Pan/Pani Nowak może założyć skrzynkę całej rodzinie. Nie musi kupować dla nich odzielnie domen z imionami za 10 tysięcy każda... Obrońcy imion powiedzą pewnie, że każda Sylwia może dać założyć skrzynkę wszystkim Sylwiom w Polsce? Może, ale tu chodzi o coś innego... Zresztą Pan/Pani Nowak również może dać możliwość zakładania skrzynek wszystkim Nowakom nad Wisłą... Ale powtórzę - nie o to tu chodzi.
Czwarta sprawa dotyczy stron internetowych. Przepaść! Mam na myśli przepaść pomiędzy liczbą zagospodarowanych stron z imionami, a nazwiskami. Tak naprawdę to nie wiem czy kiedykolwiek byłem na zagospodarowanej stronie z imieniem. Przeciwnie jeśli chodzi o te z nazwiskami.
Piąty czynnik jest powiązany z czwartym i pierwszym, ale jednak należy do innej kategorii. Polityka! Czy widział ktoś stronę kandydata do Parlamentu Europejskiego (albo Sejmu, Senatu, Radnego), która ma w nazwie imię, a nie nazwisko? Przeglądam tą listę, ale nic nie mogę znaleźć dla obrońców domen z imionami...

Co ciekawe - żaden z domeniarzy mający w swoim portfolio domenę z imieniem nie odważył się jej zagospodarować. Czy to nie dziwne, że wyżej wycenia się domeny z imionami, a stawia się strony na tych z nazwiskami?

Reasumując. To prawda, że nazwisk jest wielokrotnie więcej niż imion i jest to trudniejsza sztuka inwestycji. Prawdą jest także, że ludzi z jednym imieniem jest zazwyczaj więcej niż ze średnio popularnym nazwiskiem. Ale wniosek jest taki, że to właśnie domeny z nazwiskami są i będą więcej warte od domen z imionami. Z takiej prostej przyczyny, że mają o wiele szersze zastosowanie. Co widać na co dzień w Polsce i zagranicą.

Czy naprawdę nikt tego nie widzi?

* Poruszyłem celowo wątek o domenie magda.pl, gdyż swego czasu wyceniania wysoko nie sprzeała się za słynne w tym poście 10 tys.

Co słychać w rankingu Alexa?

Prawdę mówiąc nic ciekawego nie słychać. Nic, co mogłoby choć trochę spędzić sen z powiek domeniarzom i pozwoliło im z uśmiechem patrzeć w przyszłość.

Oto bowiem w terytorialnym rankingu Alexy, zaledwie 8 (osiem!) domen, które uznać można za silne domeny generyczne, znalazło się na liście 100 najczęściej odwiedzanych (najlepiej wypromowanych) stron w Polsce:

gazeta.pl
gry.pl

sport.pl

tlen.pl

dziennik.pl

bankier.pl

nokaut.pl

wizaz.pl


Lista ta od dłuższego czasu praktycznie nie ulega zmianie. Co prawda w ostatnich dwóch latach wystartowało kilka serwisów na mocnych domenach, ale jeszcze muszą się mocno promować, aby wylądować w top 100.

Pozostałe 92, to w większości przypadków domeny, które prawdopodobnie nigdy nie zostałyby zarejestrowane przez osoby inwestujące w domeny. Potwierdza to tylko smutny (dla domeniarza) fakt, że to nie nazwa domeny, a chęć szczera czyni z Ciebie milionera...

piątek, 27 marca 2009

Kryzys dopadł rynek domen...

Miałem nie poruszać na tym blogu tematu kryzysu gospodarczego, ale nie mogę jednak przejść obok tego obojętnie, bo gołym okiem widać, że rynek domen "zasnął".

Zmiana aktywności domainerów w porównaniu z rokiem ubiegłym, a przede wszystkim ostatnim kwartałem 2007 roku jest na tyle zauważalna, że śmiało można zwalić to na karb wszechobecnego kryzysu.

Czym się przejawia kryzys na rynku domen? Przede wszystkim cenami za jakie obecnie można nabyć spadające domeny generyczne, czy literówki. To nic, że nie są to domeny z najwyższej półki i z najwyższym ruchem, ale jeszcze rok, czy dwa lata temu za te same domeny płacono więcej i licytowano bardzo zawzięcie. A obecnie spadają...

Daje się też zaobserwować tendencję zniżkową domen dwu i trzyliterowych, które to wg. sporej grupy osób inwestujących w domeny miały być żyłą złota. Jednakże pierwszy hurraoptymizm jak widać już minął, teraz jest moment wahania i głębokich przemyśleń.

Po raz kolejny wyszło, że wyceny domen dwuliterowych nie pokrywają się z założeniami domainerów (podobnie trzyliterowych). Gdy w ubiegłym roku na Allegro lub Dropped pojawiła się domena dwuliterowa (powiedzmy średniej jakości), to schodziła "na pniu" zazwyczaj za sumę w granicach 15 tys. pln, a zainteresowanie nią było naprawdę zauważalne. Dziś Ci sami inwestorzy i ludzie przekonani o słuszności inwestowaniu w te domeny, mają wyrażny zastój i nie biorą już wszystkiego jak leci. Ba, prawie niczego nie biorą,a na pewno nie za tyle, co rok wcześniej. Wniosek?

Także znikoma ilość jawnych i wysokich transakcji może sugerować, że mamy mały przestój w tym sektorze. Kiedy minie? Być może działa to dokładnie tak samo jak giełda - jest bessa i jest hossa. Czyli przebudzenie nastąpi w najmniej oczekiwanym momencie.

Tak było kilka lat temu, gdy część domainerów zupełnie straciła zimną krew i porzuciła swoje domeny nie widząc dla nich żadnej przyszłości. Sporo osób skorzystało z tej okazji w ciągu ostatnich dwóch lat. W chwili obecnej rynek jest w podobnej sytuacji, choć mimo wszystko bardziej dojrzały, jednakże "lekko" niepewny.

Być może znów musi minąć dwa-trzy lata i przyjdzie "ten okres". Znów wtedy pojawi się nowa grupa zapaleńców i zagranicznych inwestorów. Miejmy tylko nadzieję, że transakcje odbywać się będą pomiędzy domainerem, a klientem końcowym, bo o to nam wszystkim przecież chodzi. A póki co, trzeba lekko przewietrzyć swoje portfolia.

sobota, 10 stycznia 2009

Literówki nabierają znaczenia w e-biznesie

Niewiele osób - nawet tych związanych bezpośrednio z branżą domen - zdaje sobie sprawę z tego, jaką moc marketingową posiadają literówki. Dobre literówki...

Od jakiegoś czasu aktywnie obserwuję rozwój literówek i dostrzegam coraz większą świadomość firm, które stosują już sztuczki powszechnie znane wśród domainerów i działają one tak, aby pozyskać klienta za wszelką cenę i dogonić/wyprzedzić konkurencję. W przypadku literówek z dużym ruchem można śmiało mówić o zaniedbaniach managerów odpowiedzialnych za rozwój firmy, którzy nie zarejestrowali w porę literówek. Bowiem w branży bukmacherskiej ruch jest bardzo ważny i od zawsze trwa swoista walka bez przebierania w środkach. A to hakerzy, a to literówki...

Moje małe śledztwo doprowadziło mnie między innymi do tego, że BAH (bet at home) posiada literówki bukmachera Betfair . Mają np. domenę betfar.de, betfai.de, betfaor.de, które oczywiście kierują na stronę BAH.

Trudno mi ocenić kto pierwszy wpadł na ten pomysł, ale prawdopodobnie...Betfair ubiegł BAH i próbowało się bronić, a ich managerzy wiedzieli co w trawie piszczy, bowiem ze zdumieniem i wielką radością przyjąłem fakt, iż posiadają oni takie domeny jak np. betfar.com, bet-fair.com, betfaie.com, betfaor.com, betdair.com...i pewnie jeszcze kilka innych - chodzi jednak o sam fak posiadania literówek przez czołowego bukmachera na świecie. Podobną taktyką wykazał się także popularny w Polsce Bwin - dawniej Betandwin. To tylko świadczy o tym jak ważny jest dla takich firm każdy wchodzący użytkownik.

Powinno dać to do myślenia wielu ludziom odpowiedzialnym za wyniki finansowe firm. Konkurencja nie śpi, a niektóre literówki są naprawdę warte wiele tysięcy i zaniedbanie tego może ułatwić rozwinięcie skrzydeł konkurencji, która chętnie skorzysta z takich literówek.

Dochodzi jeszcze jeden aspekt. Mianowicie nieświadomość firm na temat domen i wykorzystania literówek, o czym wielokrotnie pisałem. I znów dochodzimy do punktu, w którym znaczenia nabiera ktoś taki jak "doradca do spraw domen internetowych", którego ciągle oficjalnie brak! A agencje reklamowe śpią...

Tymczasem wojna na literówki trwa!

czwartek, 8 stycznia 2009

Jak powstają literówki

Ludzie popełniali i popełniać będą błędy literowe dotąd, dopóki istnieć będzie klawiatura. Literówki zostały odkryte kilka lat temu przez pewnego biznesmena, który zarobił na nich dziesiątki milionów dolarów w ciągu roku.

Od tamtej pory po nagłośnieniu tej sprawy trwa szalony wyścig szczurów, choć praktycznie wszystko co najlepsze już dawno jest zajęte.

Niektóre literówki mają proste wytłumaczenie, ale są też takie, które są specyficzne i zależą od domeny "matki". Jedna z najpopularniejszych domen literowych, to te z "www" na początku. Internauci zapominają po prostu wpisać kropki po "www" lub naciskają klawisz z kropką za lekko. I tyle filozofii.

Jednak ten typ literówek powoli odchodzi do lamusa. Druga sprawa, to nie każda literówka z www ma ruch jakiego domainer się spodziewa. Największy ruch mają te, których pierwsza litera po www jest daleko na klawiaturze od "w". Np. wwwnaszaklasa. Chodzi o to, żeby osoba wpisując "www" musiała zmienić pozycję ręki i przenieść ją w inne miejsce klawiatury lub wpisać pierwszą literę po www drugą ręką. Przykładowo: domena wwwallegro nie może mieć dużego ruchu. "W" sąsiaduje z "A". Ruch jednak jakiś ma, ale niewielki, większość pewnie na skutek niedokładnego kliku w klawisz z kropką.

Największą ilość błędów internauci popełniają na skutek pominięcia jakiejś litery w domenie o ile nie jest ona zbyt krótka. Rzadko jest to jednak pierwsza litera - reszta zależy od nazwy domeny i ciągu liter jaki zawiera. Pominięcia znaków nie odbywają się tutaj tylko z uwagi na to, że internauta zapomniał, lub za lekko nacisnął klawisz, ale dlatego, że lepiej mu wpisać np. fiansowo, niż finansowo (jeśli pisze on na klawiaturze w miarę szybko). W przypadku tej domeny po naciśnięciu "f", a następnie "i" można zauważyć odruch ręki, która sama kieruje się w kierunku "a" i z dużym prawdopodobieństwem wyprzedzi ona "n". Może to też skutkować podwójnym "n" i powstanie "fiannsowo", ale w mniejszym stopniu.

Innym typem literówek jest dodanie litery na skutek przyzwyczajenia ruchowego. Wezmy na przyklad domenę kokos.pl . Internauta wpisujac szybko tą domenę, z dużym prawdopodobieństwem popełni błąd i doda "k". Efektem tego będzie fraza kokoks, lub - co bardziej realne - dodanie "o" i powstanie kokoso, ponieważ "o" w tym przypadku wpisywało sie niezwykle płynnie, w równych odstępach czasowych, co literę, a prawa ręka jest cały czas w tym samym miejscu.

Błąd ten można wytłumaczyć na przykładzie popularnego eksperymentu stosowanego w kręgach towarzyskich. Pytający nakazuje aby osoba, którą "przepyta" odpowiadała cały czas "mleko" - szybko i bez zastanowienia. Zadaje pytanie za pytaniem i w pewnym momencie zada ostanie - "co pije krowa"? Pytający odpowie oczywiście - "mleko". Tak samo powstają niektóre literówki.

Jest jeszcze inny typ literówek, a w zasadzie jest ich sporo dlatego wrócę do tego tematu ponownie i postaram się je uzasadnić.